„Odruchy”

Od 4 roku życia zawsze gdzieś obok mnie był pies. Czasem nawet kilka. Rozmachany ogon, zimny nos, tony rozrzuconej sierści i niepowtarzalny zapach psich łap. Spędziłam godziny swojego życia na spacerach, drapaniu za uszami i innych czułostkach. Każdy z moich psów był wyjątkowy, miał niepowtarzalny charakter i osobowość. Ale jeden z nich, był moją absolutną miłością – ten pierwszy mój. Wzięty przeze mnie ze schroniska, pierwszy za którego byłam samodzielnie odpowiedzialna, nie pies rodzinny a pies indywidualny. Stał się moim przyjacielem, który towarzyszył mi przez wiele lat i był obecny w wielu najbardziej kluczowych momentach życia. Był idealny. Piękny, mądry i wyważony. Miał jedwabiste uszy i najniezwyklejsze oczy. Rozmawiał ze mną i spędzał tak dużo swego czasu przytulony do moich stóp kiedy czytałam książki. A potem nagle go nie było. Dożył starości, ale odszedł w chorobie. Odszedł za wcześnie. Zawsze jest za wcześnie.
Odchodząc trochę od tematu psich towarzyszy, chciałam napisać kilka słów o moim bracie. Jest młodszy i aktualnie mieszka dość daleko, przez co nie mamy ze sobą, aż tyle kontaktu co kiedyś. Wyjechał by realizować swoje marzenia o muzyce, która była i jest jednym z najważniejszych elementów jego życia od bardzo, bardzo dawna. Jest w tym zakresie bardzo uzdolniony i cały czas się rozwija – wspaniale jest to obserwować jako starsza siostra. Napawa mnie to ogromną dumą. Szczególnie, kiedy widzę, że rozwój jest wielokierunkowy, że mój młodszy brat dojrzewa nie tylko jako instrumentalista, ale również jako kompozytor i autor tekstów.
Mój brat też kiedyś miał psa. I dla niego to był właśnie TEN pies. Pierwszy i najukochańszy, ten, który stał się przyjacielem i miłością. I ten, który pozostawił po sobie ogromną, niewypełnianą wyrwę w sercu. Bonia odeszła w kwiecie wieku, w wyniku okropnej choroby. Za wcześnie. Ale jak już pisałam, zawsze jest za wcześnie. Zawsze jest za wcześnie by stracić przyjaciela. No bo jak to? Jak się z tym pogodzić, jak to zaakceptować?
Nie można. Zawsze jest za wcześnie. Nawet jeśli potrafimy pewne rzeczy zracjonalizować. Można za to spróbować tą stratę przepracować. Nazwać swoje emocje, przeżyć je po raz kolejny, pożegnać się po raz kolejny, nie odrzucać wspomnień. Można postąpić jak mój brat i ubrać swój żal w słowa i muzykę, stworzyć piękny hołd dla psiego przyjaciela. Wykrzyczeć swój ból, wyszeptać swój smutek, emocje przyozdobić szatą poezji i dźwięków. I tak powstały „Odruchy”. Słuchając tych kilku utworów, czytając teksty, moje serce po raz kolejny pękło a z oczu polały się łzy. Bo tak bardzo rozumiem i się utożsamiam. Bo choć nasze doświadczenia są inne, to jednak są tak podobne. I myślę, że każdy człowiek, który wszedł w tak głęboką relację ze zwierzęciem, poczuje się poruszony. Bo zawsze jest za wcześnie. Bo zawsze cholernie boli.
Czasem nie chce się wracać do tych emocji, nie chce się przeżywać tego bólu na nowo. Ale jednak, jeśli macie czas, posłuchajcie tych kilku utworów Bartka – bo gdy już przepłaczecie parę chwil, być może przypomnicie sobie dawno już zapomniane cudowne chwile ze spaceru w lesie, albo wyjątkowo śmieszną historię kradzieży kanapki z talerza. Bo mimo żalu związanego z końcem, przeżyliście ze swoimi przyjaciółmi niezliczone cudowne momenty. I jedno i drugie jest elementem wspólnego życia.

„Odruchy” Bartka Mieżyńskiego będą miały swoją premierę 11.12.2024

Dodaj komentarz

Witaj! Jestem Kathaireo, a to moja przestrzeń. Kim jestem? Mam już dobrych kilka lat, od czasu do czasu czerwone paznokcie i zawsze rozpoczętą książkę. Robię zdjęcia, mam dzieci i wiele przemyśleń na temat otaczającego mnie świata. Mam wiele pasji i świadomość przebytej jak dotąd drogi. Chęć by zwolnić mimo tego, że z każdym dniem moje życie przyspiesza. Zapraszam Cię do towarzyszenia mi w podróży – być może zatrzymasz się ze mną by od czasu do czasu poobserwować poruszające się na wietrze liście.